Głos Seniora:

ogólnopolski magazyn skierowany do seniorów.

Życie może być piękne niezależnie od wieku!

Antoni Huczyński, czyli Dziarski Dziadek - żołnierz Armii Krajowej, powstaniec warszawski, partyzant. Popularyzator zdrowego stylu życia, ambasador Głosu Seniora.

Mimo prawie 95 lat wciąż jest Pan aktywny bardziej niż niejeden młody człowiek. Co według Pana pomaga w utrzymaniu dobrego zdrowia?

Przede wszystkim dieta – człowiek w pewnym wieku, jeśli nie przestrzega diety, to nie zdając sobie z tego sprawy popełnia samobójstwo. Bezcenne wartości ma na przykład ryba morska – dlaczego nie jemy ryb morskich, tylko przejadamy się mięsem? Przecież są bogate w jod, który zbawiennie wpływa na tarczycę. Ciągle o tym mówię – jeśli nie zachowasz diety, to nie zachowasz zdrowia, jak nie zachowasz zdrowia, to nie zachowasz dobrego samopoczucia. Moje zdjęcia szokują ludzi – dostaję wiadomości z całego świata, ludzie piszą i pytają. Nie mogą uwierzyć, że ja naprawdę kąpię się w lodowatej wodzie – kupiłem sobie taką wielką beczkę dwustulitrową i zacząłem się zimą w niej kąpać. Moja żona, jak to widziała, była przerażona, ale potem się zorientowała, że miałem rację. Nigdy nie chorowałem, nigdy nie miałem nadciśnienia, byłem zdrowym człowiekiem i do dziś jestem. Nic mnie nie boli nic mi do tej pory nie dolega! Wstaje rano ćwiczę, gimnastykuję się, sprzątam mieszkanie, jadę do lasu na rowerze, robię zakupy, wracam do domu, robię sobie obiad. Kawkę sobie codziennie piję.

Czyli kawę można pić?

Oczywiście, nawet trzeba! Recz jasna nie sześć kaw dziennie, tylko jedną, nawet co drugi dzień. Ale dieta to jest jedna sprawa – drugą sprawą jest ruch! Bez aktywności nawet najmłodszy człowiek nie będzie zdrowy, ponieważ ruch jest potrzebą fizjologiczną każdego organizmu. To jest kwestia dotlenienia się, pobudzenia układu naczyniowo-sercowego, to jest kwestia ścięgien, mięśni, stawów. Ostatecznie jest to kwestia dobrego samopoczucia, w czasie ruchu wydziela się endorfina, czyli hormon szczęścia. Dzięki aktywności ruchowej jesteś szczęśliwym, radosnym człowiekiem. Trzecią kwestią, obok diety i ruchu, jest pamiętanie o ćwiczeniach umysłowych, im więcej masz lat, tym bardziej potrzebny jest ci sprawny mózg. Ja na przykład siadam do komputera, piszę maile, rozmawiam z przyjaciółmi przez telefon. Cały czas mam kontakt z ludźmi, z rodziną, to jest moje bogactwo, pobudzające komórki mózgowe, żeby nie były uśpione. Mam dużo lat, ale z co z tego! Ja wszystko widzę, wszystko rozumiem, nie mam żadnej demencji, to jest ważne, żeby z tym walczyć! I tak mi życie upływa na wielkiej radości – za parę tygodni skończę 95 lat, zacznę 96 rok życia! I nikt w to nie wierzy! Ludzie nie wierzą, że czytam bez okularów, najmniejszy maczek potrafię przeczytać bez problemu.

Dobrze, zahartowanie i ruch to jedno, ale dieta i świadomość zdrowego odżywiania dochodzą do nas z wiekiem – czy pan od zawsze tak restrykcyjnie przestrzegał diety?

Nie od zawsze. Dopiero po śmierci mojej żony, jedynej kobiety mojego życia, zacząłem się sobą wreszcie interesować. Miałem wtedy 78 lat. Córki już były dorosłe, założyły własne rodziny i zostałem sam. Ale chciałem, aby moje życie miało jakąś wartość, nie tylko dla mnie, ale żeby było przykładem i wartością także dla innych. Zacząłem się zastanawiać, co ja mogę pokazać ludziom, również nastolatkom? Co ja im mogę zaproponować? Pomyślałam sobie - ja się mogę zahartować, żeby nie chorować i udowodnić, że możliwe jest zachowanie zdrowia do później starości. Dla mnie wyzwaniem jest trafienie do ludzi, przekazanie, żeby brali ze mnie przykład, bo ja jestem zdrowy. Nie można myśleć, że mając 70 lat już nic nas nie czeka i nasze życie się w zasadzie skończyło. Przed Tobą jest jeszcze wszystko!

A Pan jest żywym przykładem.

Dokładnie, dlatego mówię, zobaczcie, jak ja sobie świetnie radzę. Trzeba się za siebie wziąć, to nie jest tak, że dostałem jakiś dar od Pana Boga, sam sobie to wszystko wypracowałem przez 20 lat. Trzeba się swoich zasad trzymać twardo, jak postanowię, że dziś nie jem kolacji, to nie wezmę nic do ust! Kolację powinieneś oddać wrogowi jeśli chcesz zachować sylwetkę – jedząc obfitą kolację możesz jedynie ją stracić. Taką filozofię stosuję od lat i ona mi służy, czuję się nadzwyczaj dobrze. Nic mi nie dolega, chodzę tylko na rutynowe badania do przychodni, nawet lekarze się dziwią, że jestem taki zdrowy. Jestem wciąż aktywny, wszystko sobie robię sam. Nie chcę córek angażować w opiekę nade mną, nie potrzebuję pomocy. A one się tylko dziwią, co mnie bardzo cieszy.

Nie tylko córki Pana podziwiają.

A ja nie zrobiłem nic nadzwyczajnego, tylko zachowałem zdrowie na starość. I mając 92 lata zacząłem pisać książkę - nauczyłem się pisać na komputerze dzięki mojemu wnukowi. Nie przypuszczałem, że ta książka tak wszystkich złapie za serce. Dostaję mnóstwo życzliwych maili, nie spodziewałem się takiego entuzjazmu. Ktoś mi nawet napisał, że to dzięki takim jak ja, jestem żołnierzem Powstania Warszawskiego, mamy wolną ojczyznę. Walczyłem z gestapo, potem byłem ścigany przez NKWD za to, że byłem żołnierzem Armii Krajowej. Miałem 21 lat, gdy wstąpiłem do AK. Dostałem nawet Krzyż Oficerski z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Co jest według pana najważniejsze w życiu?

Najważniejsze to utrzymać zdrowie niezależnie od wieku. To jest moje motto – utrzymać zdrowie do końca swoich dni. Ale żeby to zrobić, trzeba przestrzegać diety, ruszać się, mieć otwarty umysł. Miłość do własnego zdrowia to mój sens i cel życia. Życie może być pięknie niezależnie od wieku. Dla mnie ważna jest również świadomość, że jestem jeszcze komuś potrzebny. Wielu seniorów w pewnym momencie ma właśnie ten problem – czują się już nikomu niepotrzebni. To prawda, pojawia się taki moment, ale nie można do tego dopuścić, nie można tak myśleć – dopóki żyjesz jesteś potrzebny, ale musisz nauczyć urwać się ze swojej smyczy. Ja się urwałem z tej smyczy, żeby biec za swoimi ideami, za swoimi marzeniami – by zachować zdrowie, zachować radość i przekazać ją innym.


Rozmawiała: Kinga Giemza

Zobacz również